uwaga!!! zmiany na blogu!!! wielkie zmiany w treści, ale przede wszystkim zmieniamy adres internetowy!!!

od teraz serdecznie zapraszamy na diem.pl


czwartek, 8 lipca 2010

13.30 do Rijeki

2 doby na Camp Vira kosztowały nas 663 kuny, to najdroższy camping na naszej trasie! zrobiliśmy serwis i odjechaliśmy do Stari Grad. kampera zaparkowaliśmy na campingu Jurjevac, na którym gościliśmy kilka dni temu


Endi jeszcze biwakował, Duduś już wyjechał do Polski, camping prawie pusty... my tymczasem poszliśmy zwiedzić miasto, bo poprzednim razem nie do końca nam się to udało

obejrzeliśmy samostan


zauważyliśmy subtelną kapliczkę...


stary dzwon, zdjęty z remontowanej wieży kościoła...


duże wrażenie zrobił zakład fryzjerski, czas zatrzymał się tu kilkadziesiąt lat temu :-)


koty, wszędzie koty...


przed wyjazdem na prom chcieliśmy zjeść śniadanie, ale większość restauracji czynna od 12.00


znaleźliśmy w końcu lokal, zamówiliśmy pizzę (bardzo smaczna) i pożegnalne piwo


pojechaliśmy na prom. było zdecydowanie za wcześnie, ale przejmował nas strach, że się spóźnimy ;-) o tej porze byliśmy jednymi z nielicznych oczekujących na rejs


najpierw udaliśmy się na zakupy do Konzuma, potem wypiliśmy kawę w pobliskiej knajpce. czas płynął leniwie...


auta zjeżdżały się bardzo powoli


po parkingu błąkał się oczywiście kot


na horyzoncie pojawiły się statki. oprócz naszego prom z Ancony


w międzyczasie przyjechał Endi, zdążył mi jeszcze pokazać na mapie dokładną trasę powrotną przez Niemcy


z Włoch przypłynęło sporo kamperów


w międzyczasie rozładowano nasz prom i zostaliśmy jako pierwsi wywołani do wjazdu


statek w średnim standardzie, troszkę zaniedbany


zanieśliśmy rzeczy do kabiny i wyszliśmy na pokład

wypłynęliśmy punktualnie zabierając ze sobą piękne wspomnienia


wielokrotnie mijaliśmy lokalne promy


po trzech godzinach wpłynęliśmy do Splitu


ten rejs był prezentem dla naszych córek, nocna podróż statkiem to było ich marzenie. nic dziwnego, że cieszyły się jak... dzieci :-)


na statku był plac zabaw, czyli suchy basen z piłkami (ale bez piłek), oraz bujanka


kawa i lody w pustej kawiarni


kolacja w restauracji była smaczna i stosunkowo niedroga


wychodziliśmy jeszcze potem na pokład, ale szarzało, dziewczynki zrobiły się senne. położyliśmy je spać, zasnęły jak aniołki


sami jeszcze trochę posiedzieliśmy na rufie, aż zapadły zupełne ciemności



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz