uwaga!!! zmiany na blogu!!! wielkie zmiany w treści, ale przede wszystkim zmieniamy adres internetowy!!!

od teraz serdecznie zapraszamy na diem.pl


środa, 30 czerwca 2010

poznajemy Loviste

wczoraj po południu dotarliśmy na camping Denka (N 43 01 29,71 E 17 02 05,38)


camping położony jest na uboczu, na wzgórzu, ale to chyba najwygodniejszy tarasowy camping, na jaki mogliśmy trafić. ładnie zagospodarowany, oliwki dają trochę cienia.

znajdujemy ładne miejsce, niestety przy ustawianiu się, przez niefrasobliwość, a może zmęczenie wjeżdżam tyłem w wystającą gałąź oliwną... w kamerze cofania, lusterkach nie było widać, w każdym razie blacha została rozcięta (zakleiliśmy scotchem). incydent został dosyć szybko zapomniany wobec piękna miejsca, na którym zakotwiczyliśmy.



przywieźliśmy ze sobą małże, przyszedł czas je umyć. kobiety oddelegowały się do tej czynności, a my zabraliśmy dzieci do wody. niestety szybko musiałem wracać z Marianną, bo trafiła na jedynego chyba jeżowca i mimo odpowiedniego obuwia w słabo chroniony bok stopy wbiły jej się kolce. podjęliśmy szybką akcję, bo wszyscy mówili, że może się babrać. na szczęście wszystko udało się wyjąć, mimo że Marianna płakała okropnie. nasza córka jest bardzo dzielna, bo operacja igłą "na żywca" nie należy do najprzyjemniejszych

do wody już nie wróciliśmy, przyszedł czas na muszle... gotowaliśmy je "na buzaru" partiami po kilogramie. przydał się liść laurowy z drzewa, które rosło przy wjeździe na camping.



kolacja była wspaniała!!! uczta dla podniebienia, wzroku... prawie połowę zjadły nasze córki, w tym Ola 31 sztuk, wedle poczynionych przez nią notatek ;-) zapach winno-oliwny towarzyszył nam do nocy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz