uwaga!!! zmiany na blogu!!! wielkie zmiany w treści, ale przede wszystkim zmieniamy adres internetowy!!!

od teraz serdecznie zapraszamy na diem.pl


czwartek, 16 lipca 2009

zabieg się udał, mogliśmy wrócić na Wdzydze

mieliśmy wracać we wtorek, ale ordynator stanowczo nakazał wizytę kontrolną po tygodniu. udało nam się urwać jeden dzień i po środowej wizycie w szpitalu i stwierdzeniu, że wszystko z Olą w porządku, mogliśmy ruszać nad jezioro. ze względu na upał przesunęliśmy jednak wyjazd na czwartkowy poranek.prawie dwutygodniowy pobyt w Gdańsku wykorzystałem na pracę zarobkową, dzięki czemu przez najbliższy tydzień mogę się wylegiwać w słońcu :-) kąpiele w jeziorze i kurki... to pierwsze prawdziwe wakacje od wielu lat!nad jeziorem już o 8 rano było upalnie i duszno. najpierw puściliśmy koty do przyczepy, a potem wnieśliśmy do przedsionka wszystkie toboły. jeszcze jakiś czas zajęło nam rozpakowywanie, a w międzyczasie kawa, śniadanie, kolejne szklanki piwa...w końcu musiałem podłączyć telewizor, który poprzednim razem uszkodziłem zamieniając przewody we wtyczce. zasilacz kosztował jedyne 210 zł, a telewizor dalej nie chciał działać... mam nadzieję, że to wina zasilacza przyczepy, który podaje za mały prąd, bo jak nie to ;-(dziewczynki odbyły dzisiaj swoją pierwszą w tym roku kąpiel... marzyły o tym od zeszłych wakacji, ale zapobiegawczo, żeby Ola zdrowo doczekała operacji zabranialiśmy zamaczania się. niestety wiatr się wzmógł i musieliśmy skrócić kąpiel i sami nie zdążyliśmy się dołączyć, ale jutro to nadrobimy :-)kilka godzin spędzili z nami znajomi z Niemiec, którzy przyjechali na kwaterę z drugiej strony jeziora ponad tydzień temu, ale już dzisiaj musieli wyjechać. przyjechali tylko zabrać swoją deskę surfingową (korzystali w międzyczasie z naszego placu) i pożegnać się. było bardzo miło, postaramy się spotkać znów w połowie sierpnia.dzień mijał szybko, dzieci bajkę, mam nadzieję ostatni już raz, oglądały w komputerze, a potem słodko zasnęły. spędziliśmy jeszcze godzinę na dworze, przy piwie. jezioro było spokojne, my też się wyciszyliśmy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz